19/10/2017
W innych rejonach miasta można znaleźć tańsze bary i restauracje. Ba, nawet powstają takie miejsca całkiem blisko. Znajdą się też takie, które mają więcej produktów czy ładniejszy wystrój. Czemu więc Singer? Bo Singer to nie był tylko bar. To miejsce spotkań, integracji, a przede wszystkim ludzie - pracownicy i bywalcy - to tworzyło niepowtarzalną atmosferę. Celowo piszę o "bywalcach", a nie "klientach" - to było miejsce, gdzie przede wszystkim się było, a wydane pieniądze były czymś mniej ważnym.
Jeśli ktoś zapytałby się mnie "czym był Singer" opowiedziałbym jedno z wydarzeń. Kolejny zwykły dzień - ludzie przy stołach, pracownicy przy swoich zajęciach. Jednym z pracowników był animator kultury - Bartek Alechnowicz. Wystarczył jeden okrzyk w jego stylu, czyli zupełnie spontaniczny - "robimy pociąg!". Nawet nie spostrzegłem się, jak prawie cała sala chwyciła się wzajemnie za boki i ze śmiechem, z Bartkiem jako lokomotywą, ruszyliśmy przez bar, robiąc tzw. pociąg, węża czy też congę. Dołączali się nie tylko stali bywalcy, ale także nowi ludzie, nieznani reszcie. Trzeba było robić sporo zakrętów, bo nasz pociąg przybrał pokaźne rozmiary. To też był kolejny zwykły dzień - nie jakiś wyjątkowy, tylko niezwyczajny, zwyczajny dzień w Singerze.
No dobrze, czyli Singer to po prostu miejsce spontanicznych wygłupów i tyle? O nie. Gdy tylko brakowało mi rozmowy - czy przyjacielskiej, czy naukowej, czy zwyczajnie porozmawiać "o niczym" - Singer był najprostszym sposobem. Bez umawiania się, bez poszukiwań. Zawsze były dobre, miłe osoby. Zawarte tam znajomości i przyjaźnie trwają do dziś.
Żałuję, że Singer został zamknięty. Był to bar, jakie znam głównie z Czech. Nie pijalnia piwa, nie jadłodajnia, ale coś bliższego klubowi osiedlowemu, choć lepsze - miejsce, gdzie można spokojnie spędzić cały dzień poznając nieznajomych czy integrując się z osobami, które znamy, ale także napić się piwa bez oskarżeń o pijaństwo - w końcu nie każde piwo musi prowadzić do upicia się. Póki w Polsce (i większości krajów) popularnym sposobem na odpoczynek czy spędzenie czasu jest siedzenie przed telewizorem czy komputerem. W Czechach spędza się czas w towarzystwie. Początkowo takie bary budziły we mnie strach - wyglądają one trochę jak polskie mordownie. Ciężko mi to opisać, ale wśród ludzi było powszechne zachowanie bez przejmowania się, krzyki (które okazywały się nie agresją, a głośnymi rozmowami), pozornie hermetyczne dla osoby z zewnątrz, rzeczona forma klubu osiedlowego. Każdy każdego zna bardzo dobrze - jakby byli u siebie w domu. Bo są. To właśnie w Czechach zobaczyłem ludzi, którzy przychodzili ubrani po domowemu, bo "dom" traktują nie tylko jako "mieszkanie", ale tam, gdzie czujemy się swobodne.
Singer był barem w tym stylu. Mówiąc "czuję się tu jak w domu" może przychodzić na myśl marnowanie czasu na przesiadywanie w barze, przepijanie pieniędzy, nierzadko alkoholizm. Bywalcy Singera będą wiedzieli, że czuliśmy się tam jak w domu z zupełnie innych powodów. Myślę, że ludziom jest to potrzebne, o czym może świadczyć to, czego rozkwit obserwuję, szczególnie wśród starszych osób, od kilku dobrych lat - powstawanie bardzo hermetycznych, nieoficjalnych, małych klubów. Widziałem spotkania takich klubów także w Brynowie, ale takie kluby zazwyczaj nie mogą się rozwijać, choćby z powodów lokalowych czy prawnych. Za napicie się alkoholu grozi mandat, prawie pół roku odpada z powodu pogody, z tego okresu, gdy pogoda jest odpowiednia, odpada noc, gdy nie widać nawet do kogo się mówi. Z kolei jeśli jest lokal, to w powodów praktycznych wpuszcza się do niego najbliższe osoby, a liczbę klubowiczów skutecznie ograniczają malutkie mieszkania.
Nie został zamknięty bar. Zostało zamknięte miejsce bardzo ważne dla społeczności. Miejsce integracji, odpoczynku, radości, smutków. Coś więcej niż oficjalny, osiedlowy klub, bo można było czuć się swobodnie. Ciężko mówić o swobodzie, jak narzuca się same zakazy i zostaje rozwiązywanie krzyżówek czy rozmowy szeptem, żeby nie przeszkadzać innym. Tego w Singerze nie było, co pozwalało ludziom czuć się dobrze. Jak dobrze? Tak, że chociaż niedługo miną 4 lata od zamknięcia, to ten temat wciąż wzbudza z jednej strony emocje, żal, złość z powodu bezradności, ale też powoduje, że ludzie opisują czym był dla nich Singer. Ludzie z całego świata. Części nie wyszło w życiu, część osiągnęła wielkie sukcesy. Część mieszka dalej w Brynowie, część mieszka tysiące kilometrów stąd. Singer pozwalał tym jakże różnym ludziom być równym sobie. Był wspólną częścią różnych ludzi.
Swoje wspomnienia dedykuję ludziom, którzy mnie zainspirowali do tego, czyli tym, którzy opisują czym dla nich był Singer, którzy wspominają go jako miejsce wyjątkowe, ale też tym, którzy wciąż czują złość, bo widać po tym jak ważny był dla nich Singer. To dzięki Wam jest nadzieja, że będzie lepiej, bo pokazujecie, że ciągle potrzebujemy takiego wyjątkowego miejsca. Nie jakiegoś tam baru. Baru, który może być naszym "klubodomem". Nawet jeśli coś takiego by miało powstać, to nie będzie to tym samym. Singer został rozbity i można próbować stworzyć coś podobnego, ale nie da się już posklejać tego, co było.
Z wyrazami szacunku.
Krzysztof Blachnicki
Zdjęcia:
1.: z lewej - ja, z prawej superbohater Bartek Alechnowicz]
2.: panorama wschodniej części Brynowa, 17 października 2017