03/07/2019
Długi to był bieg...
TL;DR ⤵️ zmiany od 1.07.2019
Żeby sobie o nim opowiedzieć, chyba musimy otworzyć izotonik. Kilka ich było w Berbelli przez te prawie trzy lata - od próby zmierzenia się z rzemieślniczym browarem, który nigdy nie dojeżdżał na czas, przez hit nadmorskich plaż, do koncernowych propozycji. Bierzemy to z nalewaka - wbrew wszystkim urban legends, nie da się do kega niczego dolewać ani rozcieńczać 😉
Zaczęliśmy w październiku 2016. Poprzedziliśmy nasz maraton solidnym przygotowaniem. Kiedy wchodziliśmy pierwszy raz do lokalu przy Wielkiej 23, ściany były totalnie zajechane a z sufitu wystawała słoma (dosłownie!). Kilka ekip remontowych, jedni rzetelniejsi od drugich, i po kilku miesiącach mogliśmy cieszyć się nową przestrzenią, która dzięki super projektowi Marty Kunickiej mogła łączyć dotychczasowe elementy zabytkowej kamienicy z nowoczesną, ale i ciepłą przestrzenią. Tyle razy komplementowaliście liny, które z mozołem naciągaliśmy (temi ręcami!) a i tak się obwieszały, doniczki, które służyły za lampy czy długi, piękny, ale trochę za wysoki betonowy bar.
Za tym spektakularnym barem pracowało z zaangażowaniem łącznie kilkanaście osób. Od samego początku spinała ich działania Marta, później jej obowiązki przejęła Ola, która była z nami od dnia startu do dnia finiszu. Pani Olu, głębokie ukłony z naszej strony! Dziękujemy całemu teamowi, że był, że mieszał, że wymyślał, że polerował jak szalony i że starał się nigdy nie tracić fasonu i uśmiechu. Nawet jak goście już nad ranem nagle przypominali sobie, że nie mają jak zapłacić za otwarty rachunek, albo próbowali argumentować swoje racje nożem. Raz przyjechała nawet Policja. Poszło raz-dwa: gleba-łokieć 😉
Mieliście fajne pomysły, fajne pytania, fajne problemy. Uwielbialiśmy niekończące się dyskusje o wyższości Ballantinesa nad Grantsem i jednego klienta, który wymusił na nas wprowadzenie Belugi (i później na nią faktycznie przychodził!). Mieliśmy absynt, na który nikt się nigdy nie skusił oraz kilka drinków, z Arbuzitą i Hrabią na czele, których zawsze było za mało.
Nie byłoby Berbelli, gdyby nie sosnówka. Wypiliście jej przez dwa lata jakoś w przybliżeniu 10.000 litrów. (DZIESIĘĆ-TYSIĘCY-LITRÓW). Wow! Później wprowadziliśmy sosnówkę z owocami leśnymi i kokosówkę, ale król był tylko jeden! Niektórzy twierdzili, że trochę jak cytrynówka, że trochę za słodkie, że trochę coś tam, ale to, ile jej piliście w naszych małych fancy kieliszeczkach, wskazuje, że była całkiem ok! Swoją drogą te kieliszeczki to też śmieszna historia, bo znalezione i kupione zupełnie za bezcen na wyprzedaży w pewnym supermarkecie przez Mamę jeszcze przed otwarciem i przed pierwszą butlą sosny. Szczęśliwy traf, który stał się naszym znakiem rozpoznawalnym.
I tym sposobem docieramy do Was - osób, które odwiedziły Berbellę przez te dwa i pół roku. Od tych najwytrwalszych, którzy bawili się już na otwarciu (dokładnie 21 października 2016), do tych, którzy wychodzili ostatni przed trzecią nad ranem w miniony weekend. Bez Was nie byłoby tego miejsca ani energii do jego tworzenia przez te kilkadziesiąt miesięcy!
Dziękujemy! ❤
Jak możecie się domyślać po tym przydługim rozbiegu, Berbella dobiegła do mety i od 1 lipca 2019 schodzi do szatni. Jeszcze raz dziękujemy Wam za wszystkie długie noce i mamy nadzieję, że zostawiamy Was z dobrymi wspomnieniami. Do zobaczenia gdzieś na mieście!
Ekipa Berbelli