29/04/2026
No dobrze, to słowo się rzekło i kontynuujmy. Tak zwany, gorący temat.
Sprawa, która zgodnie z przypuszczeniami poruszyła część naszych Gości (mega dziękujemy za WSZYSTKIE głosy!) to „dlaczego zniknęło/kiedy wróci X/Y/Z?!”.
Całkiem nieironicznie uważamy, że dojście z kartą do miejsca, gdzie byliśmy przed remontem w kuchni tej wielkości to cud i rozciągnięcie przestrzeni jak kieszeni w surducie pana Kleksa.
Kuchnia w lokalu w Min’s Table ma kilkanaście metrów kwadratowych. Prawda jest taka, że nie brakuje wśród Was osób, które mają większą dostępną przestrzeń w domach. A my karmimy z niej setki osób na miejscu i przynajmniej drugie tyle w dostawie, na Uberach.
I tak wspieramy się od pewnego czasu naszą kuchnią centralną, której głównym zadaniem jest obsługa Kimchikenów i Tonari, ale wszystko ma swoje granice. A te w „starym MT” po prostu przekroczyliśmy.
Bo to nie jest tak, że dodanie 1 pozycji to tylko dodanie 1 pozycji. To dodanie kilku, czasem kilkunastu składników, które trzeba zamawiać. Potem pilnować dostępności, przechowywać. Pilnować, by były świeże, ktoś to też transportuje do nas, obrabia i tak dalej. Ba, a naczynia? Jeśli mamy większą liczbę typów dań, to te naczynia nie tylko trzeba kupić (to mniejszy problem), ale przede wszystkim mieć gdzie przechowywać! I to wszystkie w takiej ilości, żeby starczyło dla każdego. Znów ograniczona przestrzeń się kłania.
Nie jesteśmy wyjątkowi, tak jest w każdej restauracji.
Ale gdy nasz lokal jest malutki, z jeszcze mniejszą kuchnią, pewna „rozrzutność” towarowa przestaje mieć nie tylko ekonomiczny, ale też całkiem ludzki i porządkowy sens.
A skoro obcinamy, to i wracamy do królującej nam od zawsze koncepcji (od której raz zboczyliśmy i nie wyszliśmy na tym na dobre): oferujemy to, co jemy sami, co lubimy sami i na co sami mamy ochotę. Jak Min robi w domu czy zanosiła do przedszkola kimbapy, to nigdy chętnych nie brakowało. A skoro tak - nie mogło ich w nowej karcie zabraknąć!
To wymusiło póki co odcięcie jeongsików czy zup, ale… To nie jest tak, że nigdy nie wrócą. Uważamy, że zupy są super istotne i już teraz pracujemy nad ich powrotem. Ale z głową. Bo sami też uwielbiamy popić czymś cieplutkim nasze kimbapy, nie tylko maczać je w sosie tteokbokków (choć to też jest mega).
Prawda jest taka, że czego byśmy nie odcięli - pojawiłyby się o to żale, bo było to czyimś ulubionym daniem. I bardzo za to dziękujemy. Ale prawda jest też taka, że gdyby coś było największym sprzedażowym hitem, to byśmy się na to nie zdecydowali. No może kurczakowy bibimbap zawsze cieszył się ogromnym zainteresowaniem, ale to pewnie w formie jakichś sezonówek czy wkładek - bardziej dopracowane - wróci.
I żebyśmy się zrozumieli - to nie tak, że nie chcemy więcej. Już kilkukrotnie podchodziliśmy do tematu większej nieruchomości i zrobienia z Min’s Table porządnej, dużej, odpicowanej restauracji koreańskiej z prawdziwego zdarzenia (nie to, że teraz jakoś nie jest z prawdziwego zdarzenia, po prostu jest malusieńka). Ale zawsze coś stawało na drodze. Natomiast co pokazywały też nasze inne lokale (np. kilka lat szukania miejsca pod KCK w Warszawie) - gdy znajdzie się odpowiedni moment, to może i to się wydarzy.
A póki co, powolutku, bez pośpiechu, lecimy z tematami.
PS Tak, Min czyta Wasze komentarze, nad wege też pracuje :)