29/05/2026
Córka właśnie dała nauczycielce prezent, którego ja bym nie wymyślił.
Zaczęło się zwyczajnie — ładna pogoda, nie chciałem żeby siedziała przed ekranem. Zaczęliśmy drukować bajki żeby czytać na dworze, w parku, gdziekolwiek.
Aż pewnego dnia spojrzała na wydruk i powiedziała:
„Tato, musimy zrobić jedną dla pani Marty."
Nie pytałem po co. Pomogłem.
Stworzyła bajkę z imieniem nauczycielki w tytule. Wydrukowała. Zaniosła. Wróciła i powiedziała tylko: „Tato, pani się ucieszyła."
I to tyle.
Żaden prezent kupiony w sklepie tego nie zrobi. Bo to nie był prezent. To było: widzę Cię, jesteś ważna, zrobiłam coś specjalnie dla Ciebie.
Dorośli dają dzieciom prezenty żeby sprawić radość.
Dzieci dają prezenty żeby powiedzieć coś, czego nie umieją jeszcze nazwać.